Artist:Grzegorz Markowski
Title:Malowane dni


Czasem na ulicy marzeń,

malowałem swoje dni.

Zabierali je handlarze,

musiałem żyć.



Pojawiłaś się tak nagle,

jak zgubionej myśli sens.

Stałaś smutna w pustej bramie

Gdy namalowałem Twój

Ostatni dzień



Odeszłaś nim, zrozumiałem że,

Z tego nie można wyjść.

Mówią: chcesz brać ,to sprzedaj obraz ten

Oprócz niego nie miałem już nic.



Obudzili mnie nad ranem,

Byłem w bramie tak jak Ty.

Z nikim się nie pożegnałem,

musiałem iść.



Zastapił drogę, czarny gęsty las.

Dłonie oplutł cierń.

Miliony lat ,przedzierałem się

Aby móc jeszcze odnaleść Cię...



Ognisty ptak wyszarpuje sen,

Modlitwa wciąż się rwie.

Zabrakło sił i zabrakło łez.

Wtedy ktoś lekko przytulił mnie.



Wokół dziwnie pusty pokój

Rozumiemy się bez słów

Kiedyś na ulicy marzeń...